- Heleny Tej ostatniej niedzieli
wypoczynek Myczkowce |oprawa muzyczna wesela |kask motocyklowy hjc
„— Heleny Tej, ostatniej niedzieli Naprawdę
— Stara on się o urząd u sołtysa, a potem sam zostanie sołtysem. Wtedy zrobi się Helena wielką panią, mówię ci!
— Tak mi się coś zdawało, że dziś usłyszę jakąś nowinę, — zmusił się Daniel do odpowiedzi. — Drozd tak krzyczał do mnie po drodze! — Potem śmiał się zbielałemi wargami.
Poszedł do domu, do Torahuzy z zakupionemi towarami, oddał je swej gospodyni i wnet znów zawrócił do wsi. Niedługo trwała cała droga. I poco to on właściwie znów idzie wdół, do wsi Sam tego nie wiedział, jeno szedł, pędził, zatrzymywał się na chwilę i znowu biegł. Była w nim jakowaś bezmyślność. — Czyś zapomniał czego — zapytali go, gdy się ukazał. — Tak — odparł. Spotkał sąsiada, który go zaprosił. U kupca znajdowała się bokówka, tam weszli i zamówili coś do picia. Dobry to był przyjaciel, imieniem Helmer, sąsiad z czasów dzieciństwa, równolatek, młody. Posiedzieli czas jakiś, kilku innych też weszło, utworzyła się mała kompanja, która wiodła rozmowę o sprawach i rzeczach. Jeden z nich opowiadał, że zmieni służbę od kwartału, inny, że ma wysłać zarżnięte cielę swemu bratu w Krystjanji. Tak, zdarzenia i sprawy maluczkiego życia.
Wszyscy oni śledzili nieco Daniela, wiedzieli, co mu się przytrafiło; znane to były rzeczy, że miał wziąć Helenę, a oto ją utracił. To się zdarzyć może, bo życie nie jest lepsze. Starali się nie wymawiać jej imienia, a zamiast tego wyrażali współczucie, przepijając często do niego, zdrowia życząc i rozmawiając o jego gospodarstwie, o jego Torahuzie, z której uczynił przecież prawdziwy mały folwark. Chłopiec, jak się patrzy!“(15)
spy sweeper |
„— Heleny Tej, ostatniej niedzieli Naprawdę
— Stara on się o urząd u sołtysa, a potem sam zostanie sołtysem. Wtedy zrobi się Helena wielką panią, mówię ci!
— Tak mi się coś zdawało, że dziś usłyszę jakąś nowinę, — zmusił się Daniel do odpowiedzi. — Drozd tak krzyczał do mnie po drodze! — Potem śmiał się zbielałemi wargami.
Poszedł do domu, do Torahuzy z zakupionemi towarami, oddał je swej gospodyni i wnet znów zawrócił do wsi. Niedługo trwała cała droga. I poco to on właściwie znów idzie wdół, do wsi Sam tego nie wiedział, jeno szedł, pędził, zatrzymywał się na chwilę i znowu biegł. Była w nim jakowaś bezmyślność. — Czyś zapomniał czego — zapytali go, gdy się ukazał. — Tak — odparł. Spotkał sąsiada, który go zaprosił. U kupca znajdowała się bokówka, tam weszli i zamówili coś do picia. Dobry to był przyjaciel, imieniem Helmer, sąsiad z czasów dzieciństwa, równolatek, młody. Posiedzieli czas jakiś, kilku innych też weszło, utworzyła się mała kompanja, która wiodła rozmowę o sprawach i rzeczach. Jeden z nich opowiadał, że zmieni służbę od kwartału, inny, że ma wysłać zarżnięte cielę swemu bratu w Krystjanji. Tak, zdarzenia i sprawy maluczkiego życia.
Wszyscy oni śledzili nieco Daniela, wiedzieli, co mu się przytrafiło; znane to były rzeczy, że miał wziąć Helenę, a oto ją utracił. To się zdarzyć może, bo życie nie jest lepsze. Starali się nie wymawiać jej imienia, a zamiast tego wyrażali współczucie, przepijając często do niego, zdrowia życząc i rozmawiając o jego gospodarstwie, o jego Torahuzie, z której uczynił przecież prawdziwy mały folwark. Chłopiec, jak się patrzy!“(15)
spy sweeper |